O Bruce Carringtonie pisałem przy okazji typu w zeszłym roku – wtedy grałem over w walce z A. Contrerasem – więc wkleję fragment tamtej analizy: „Ma niby rekord 8-0 (5KO), ale powinien mieć 8-0 (3KO), bo w pojedynkach z Porozo i Leyvą przerwania w ostatniej rundzie były dosyć kuriozalne. Jest to jeden z kilku prospektów Top Rank (obok Isleya i D. Johnsona), którzy są utalentowani, ale brakuje im argumentu w sile ciosu, przez co ich walki są nudne i zwykle biją się dosyć głęboko na undercardzie. Carrington jest cierpliwy, nie szuka nokautu, a pojedyncze uderzenie ma najwyżej przeciętne”.
Amerykanin ma obecnie 10 stoczonych walk. W siedmiu wyglądał na gościa bez ciosu, w dwóch – wręcz przeciwnie, a jednej nie liczę (rywalem był kompletny bum). Bardziej ufam więc tym siedmiu starciom. Ostatnio co prawda sprawił lekką sensację, szybko nokautując, J. Sancheza, ale póki co traktuję to jako jednorazowy wybryk (coś jak T. Yoka. nokautujący w 1. rundzie J. Duhaupasa, mimo że pierwszy to waciak, a drugi twardziel).
Pochodzący z Filipin Bernard Torres to niegdyś bardzo solidny amator (blisko 200 walk na ringu olimpijskim, wygrana między innymi ze świetnym B. Abdrakhmanovem), później przyzwoity zawodowiec. Nic wow, ale bardzo solidny, dobrze wyszkolony technicznie pięściarz. Boksuje in-and-out, jest mańkutem, obronę ma więcej niż przyzwoitą, a na wojny raczej nie chodzi, więc spodziewam się nieco nudnego starcia, może szachów. Nie jest co prawda sprawdzony na tym poziomie, ale kilku niezłych rywali już miał. W USA boksował raz, przegrał niejednogłośnie z F. Sayą – byłby minimum remis, gdyby nie flash knockdown w jednej z rund.

foto: Top Rank
← Wróć
