Dwa zdarzania o podobnych kursach rzadko goszczą na moim kuponie, ale tutaj zrobiłem wyjątek. Poniżej analiza dwóch pojedynków – starcia marcowego na gali w Arabii Saudyjskiej i kwietniowego w Wielkiej Brytanii. Pograne przeze mnie w dublu za całkiem solidną stawkę.
JUSTIS HUNI – KEVIN LERENA, typ: wygra Huni
Pochodzący z RPA K. Lerena krążył swego czasu wokół dużych walk w kategorii cruiser i stanowił solidne zaplecze dla ścisłej czołówki, natomiast jego przygoda w wadze ciężkiej nie jest obliczona na sukces sportowy, lecz finansowy. To dobry zawodnik, któremu jednak nieraz w walkach pomagały ściany. Jest dosyć prosty, bardzo sztywny, bazuje na fizyczności, a ta w wadze ciężkiej sporo straci na znaczeniu. Miał co prawda swój moment w walce z D. Dubois, ale w fatalny sposób go nie wykorzystał. Tutaj na neutralnym gruncie walczy być może z najlepszym rywalem w karierze. Co prawda J. Huni nie jest do końca zweryfikowany, ale nawet jeśli ukrywa jakąś wadę, to wątpię, byśmy dowiedzieli się o niej w tej walce. Huni jest naturalnie bardziej predestynowany do boksu od Lereny, ma ciekawszy wachlarz zachowań w ofensywie, jest naturalnym ciężkim, a poza tym ma szybkie ręce i potrafi przyjąć mocny cios. To brązowy medalista mistrzostw świata amatorów, który miał na ostatnich Igrzyskach Olimpijskich powalczyć o złoto, ale z udziału wykluczyła go kontuzja. Nie zachwyca na profi tak jak B. Jalolov czy J. Anderson, ale i tak uchodzi za topowego prospekta królewskiej kategorii.
JORDAN GILL – ZELFA BARRETT, typ: wygra Barrett
Dwa lata temu J. Gill stoczył zupełnie absurdalną walkę z K. Guerfim. W środkowych rundach walki wyglądał fatalnie, był na deskach, półprzytomny boksował będąc przypartym do narożnika i wydawało się, że jego sekundanci powinni rzucić ręcznik. Ostatecznie wygrał przez sensacyjny nokaut, ale był tak nieprzytomny, że fetując wygraną nie był w stanie utrzymać się nogach (zmuszono go, aby usiadł). Potem dostał za rywala K. Martineza – zawodnika wyraźnie past-prime, ale ciągle szukającego zwycięstw – który cztery razy rzucił go na deski w ciągu 4 rund. Wydawało się, że kariera Gilla jest skończona, ale wrócił na walkę z równie pokiereszowanym przez boks M. Conlanem, którego odprawił przed czasem. To zwycięstwo niewiele jednak zmienia – Gill wydaje się być po drugiej stronie rzeki. Źle reaguje na ciosy, popełnia ciągle te same błędy, w dodatku jego obrona pozostawia wiele do życzenia. Z. Barrett jest w zupełnie innym momencie kariery – trzy walki temu bardzo dobrze pokazał się w walce o mistrzostwo świata z S. Rakhimovem (prawdopodobnie prowadził na punkty w 9. rundzie, w której jednak uległ przed czasem, mając kontuzjowaną nogę), później bardzo dobrze wypadł z J. Sanchezem. Obu miał zresztą na deskach. Jest w swoim prime, można wiązać z nim spore nadzieje, a tę walkę toczy w Manchesterze, z którego pochodzi.
fot: @zelfaflash (Instagram)


