Na początek trochę zaskoczę – nie uważam, żeby legitymujący się rekordem 10-0 Giovanni Marquez, syn byłego mistrza świata Raula Marqueza, mógł w boksie osiągnąć cokolwiek poważnego. Jest to zawodnik przeciętny, z wieloma brakami, z dziurawą defensywą, z pełnym chaosu atakiem, z wątpliwą pracą nóg. 0 z rekordu zniknie szybciej niż później. Może przegra z innym prospektem, a może z jakimś ekskluzywnym journeymanem. Być może przed czasem.
Ale…
Jego dzisiejszy rywal, Thomas Guillemette, jest po prosty dwie klasy słabszy. To jakiś wannabe bokser. W notatkach (analizowałem go mocniej przed jego poprzednią walką) mam zapisane, że to taki M. De Mori z niższej kategorii wagowej. Francuz nawet w BoxRecu wygląda… dziwnie. Z jego 10 stoczonych walk, 7 odbyło się w tym samym klubie sztuk walki w Tajlandii. Dwie pozostałe to punktowa porażka do jednej bramki ze słabym Maheshem, niejednogłośna wygrana z bumem M. Raną i ostatnio porażka do wiwatu z podobnym – jeśli chodzi o poziom sportowym – rywalem do Marqueza, czyli M. Masonem.
Tyle BoxRec. Jeśli chodzi o umiejętności Francuza, stoją one na bardzo niskim poziomie. Popełnia mnóstwo podstawowych błędów w obronie, a i w ataku raczej nie ma nic do zaproponowania. Przyjmuje bardzo dużo ciosów, jest otwarty na mocne uderzenia z prawej ręki, a poddając się w ostatniej walce udowodnił, że nie zamierza umierać za zielony prostokąt w rekordzie. Marquez lubi się podpalić, ale w tej walce… to dobrze. Guillemette nie będzie w stanie znaleźć odpowiedzi na furię ciosów rywala. Pojedynek w mieście Marqueza, będą jego kibice, będzie okazja to imponującego zwycięstwa, raczej nie zostawi więc werdyktu w rękach sędziów.
***
G. MARQUEZ – T. GUILLEMETTE
typ: Marquez wygra przed czasem (KO, TKO, DQ)*
stawka: 4/10
kurs STS: 2.20
*alternatywnie: brak pełnego dystansu w walce (kurs 2.10)


