Po odbudowaniu się po sensacyjnej porażce z journeymanem aż siedmioma z rzędu zwycięstwami – co prawda nad niezbyt dobrymi rywalami, ale jednak – młody Vito Mielnicki znów spróbuje sił z kimś, kto może mu napsuć krwi. Słusznie jest w tej walce faworytem, ale raczej nie aż tak dużym, jak myślą bukmacherzy. Mielnicki to 21-letni prospekt, który wcale nie sprawia wrażenia kogoś, kto ma papiery na wielkie sukcesy. Jest po prostu bardzo poprawny – dobrze wyszkolony, uważnie boksujący, niekoniecznie efektowny. Puncherem na pewno nie jest.
Jego sobotniego rywala, Alexisa Salazara, pięściarzem z łapanki na pewno tytułować nie można. Od kilku lat mieszka w USA, trenuje pod okiem znakomitego F. Roacha, był sparingpartnerem S. Alvareza. Jeśli śliski, ma dobry mental, bije fajny prawy prosty w drugie tempo w akcji 1-2, szczękę też ma ok. O Ile Adames (ścisła topka wagi średniej) potrafił go znokautować (choć Salazar w walkę wszedł bardzo dobrze, wygrał dwie pierwsze rundy), o tyle już bardzo utalentowany i mocno bijący X. Zayas (zdecydowanie Zayas > Mielnicki pod względem jakości i siły ciosu) ani razu nie był tego blisko.
Amerykanin może mieć w tej walce problemy, a to pięściarz, który do nokautu nad zawodnikiem wcale nie aż tak dużo gorszym potrzebuje dominacji, bo jeden cios mu nie wystarcza. Tutaj o dominację będzie bardzo ciężko.

foto: @vitomielnicki (Instagram)

