Ben Whittaker to interesujący prospekt na angielskim rynku, srebrny medalista ostatnich Igrzysk Olimpijskich. Trudno jednak na dziś ocenić, czy ring zawodowy mu służy, bo rywali miał odpowiednio dobranych. Widziałem jego wszystkie walki na profi i według mnie nie ma na dziś podstaw, aby wykluczać, że stanie się drugim J. Kellym – zawodnikiem bardzo efektownym do pewnego poziomu, który po podniesieniu mu poprzeczki stracił dużo ze swojego repertuaru, również aktorskiego. Whittakker dużo w ringu pajacuje, odstawia teatrzyki, ale jego faktyczny potencjał bokserski pozostaje pewną zagadką.
W sobotę zmierzy się z Khalidem Graidią. 41-letni Francuz dał się rok temu poznać angielskiej publiczności, kiedy zmierzył się z mocno bijącym K. Itaumą. Przeboksował osiem rund, nie dał sobie krzywdy zrobić, nie był zdominowany. Później dostał za rywala prospekta E. Taylora, który również ma ciężkie ręce, i po raz kolejny – pełen dystans. To samo było z mocnym D. Azeezem, choć był w tym pojedynku liczony na stojąco. Dopiero świetny Z. Parker go odprawił przed czasem, ale znów – Graidia wykazał się twardością, nie był ani razu w tarapatach, ale z jakiegoś powodu nie wyszedł do ósmej rundy (komentatorzy podejrzewali kontuzję).
Wszyscy ci wymienieni rywale Francuza to zawodnicy albo z czołówki światowej (jak Azeez czy Parker), albo przynajmniej mocno bijący. Graidia boksuje jednak tak, żeby nie stała mu się krzywda – trzyma wysoko ręce, jest mobilny, od czasu do czasu sam przeprowadzi atak. Wie, że jest testerem, i nie próbuje za wszelką cenę udowodnić, że stać go na coś więcej.
Whittaker to tej pory szybko wygrał ze słabiutkim i szklanym G. O’Neillem, przeboksował pełen dystans z P. Nosiciem, odprawił w 3. rundzie słabego J. Granta (któremu mocno przeszkadzała kontuzja oka), zastopował w ostatniej rundzie V. Belujskiego (trochę przedwczesne przerwanie) i znokautował w 4. rundzie szklanego S. Dredhaja. Obiektywnie – trzy z tych pięciu walk zakończyły się później niż powinny na papierze. Liczę, że tak samo będzie jutro.


