Walka dwóch średniaków, przy czym jeden jest dużo bardziej doświadczony, twardszy, ma mniej złych nawyków i popełnia mniej kosztownych błędów. Panowie bili się po raz pierwszy kilka miesięcy temu – na terenie wroga Tyrone McKenna wygrał w 2. rundzie z Dylanem Moranem (powinien był w pierwszej, ale sędzia pomógł rywalowi). Teraz walczy u siebie w mieście i ma przewagę mentalną wynikającą z ich pierwszego pojedynku.
McKennę fani boksu powinni znać – Irlandczyk nigdy nie unikał trudnych walk i kilkukrotnie kończył je porażkami, choć zaskakująco dobrze wypadł z starciach z J. Catterallem czy O. Davisem. Od czasu do czasu sprawiał też niespodzianki. Bywał liczony, ale wstawał i bił się dalej. Na pewno łatwiej go było w ringu zdominować niż znokautować jednym uderzeniem. Dziś jest blisko końca kariery, najlepsze czasy ma już za sobą, ale zachował sporą część atutów i słusznie w tym pojedynku jest faworytem.
Moran szerszej publiczności dał się poznać w walce z F. Marku, którą przegrał w minutę, w zasadzie rywal podłączył go już pierwszym celnym ciosem, a potem szybko dobił. Wcześniej sensacyjnie uległ journeymanowi w USA (i to nieprzypadkowo – przegrał 2. rundę, a w 3. był ciężki dla niego koniec). Jest to zawodnik dobrze wyszkolony technicznie, ale jednak bardzo sztywny, z fatalną szczęką (ciężkie nokdauny), kiepską obroną, łatwy do skontrowania, zostający za długo po swojej akcji, z paskudnym nawykiem wchodzenia w wymiany będąc rannym.
Zakładam fajerwerki od początku (Moran boksujący z defensywy jest łatwym celem, więc musi się bić, wtedy ma chociaż szanse), z których zwycięsko wyjdzie solidniejszy i mniej rozbity zawodnik.
T. MCKENNA – D. MORAN
typ: McKenna wygra przez KO, TKO, DQ
kurs Betclic: 1.90
stawka: 4/10
fot. Materiały prasowe
← Wróć
