Bardzo dobrze wygląda na papierze rekord Michaela Angelettiego (7 wygranych, 6 przed czasem), ale rywali – poza ostatnim – miał wyjątkowo kiepskich. W ubiegłym roku pisałem o nich tak: „słabiutki Morel, kompletnie rozbity Luna, nieaktywny 3,5 roku Salido walczący wcześniej trzy kategorie wagowe niżej czy poddający się często w przerwach między rundami Pena”.
Wyjątkiem był ostatni przeciwnik, Adorno, który miał się postawić, ale ostatecznie poddał się po piątej rundzie. Sprawdziło się jednak to, że Angeletti z lepszymi zawodnikami będzie boksował bardziej zachowawczo, szukając okazji do kontr. Taki styl obrał w walce z Adorno, ale że rywal w 5. rundzie przeżywał duży kryzys, to spotkało go lanie. Wygrały umiejętności, a nie siła ciosu, bo tę Angeletti ma raczej przeciętną.
Jego sobotni oponent, pochodzący z Wenezueli Michell Banquez, miał okazję sprawdzić się na wyższym poziomie, boksując ostatnio z Vargasem, Cardenasem i Argilagosem. Z tym ostatnim, brązowym medalistą olimpijskim z 2016 roku, niespodziewanie wygrał. Z Cardenasem dał bardzo równą walkę, która mogła iść w dwie strony. Jedynie z Vargasem (też olimpijczyk) przegrał przed czasem, ale na skutek kontuzji oka, bo radził sobie nieźle (u jednego z sędziów prowadził na punkty w chwili przerwania walki). Wcześniej udało mu się zdobyć pas mistrza świata IBO.
Można się przyczepić do techniki Banqueza, bywa chaotyczny, ale jest też dosyć uniwersalny, wydaje się trzymać cios i nie powinien zostać szybko zdominowany przez zawodnika, w którym osobiście nie widzę ringowego killera.

foto: @crownboxing (Instagram)
← Wróć
